Ewangeliarz

O czym my tu gadamy…

Złota zasada, nie czyń bliźniemu, co tobie niemiłe. Dawaj ludziom to, co sam chciałbyś otrzymać. Spływają te słowa po mnie jak po kaczce woda. Co znaczą, co wnoszą do mojego życia? Jak mam nie marnować łaski czasu spędzonego z Pismem, które jest Święte? Jak dać się przemienić dziś czytanym słowom?

Mały rachunek sumienia. Jestem w łasce uświęcającej? Jeśli nie, o czym my tu gadamy. Zostaw wszystko, idź dziś do spowiedzi. Pokutuj, by się z Bogiem i bliźnim pojednać.

Wyznaję, w jaki sposób robię sobie krzywdę, w jaki sposób kaleczę innych. Co mogę zrobić, by uniknąć powtarzania w kółko tych samych grzechów. Poddaje się Tobie Jezu, pokaż mi moje wnętrze. Daj siłę, bym nie opuścił wzroku. I ulecz, i pokaż jak mam zadośćuczynić. Znów uciekam w działanie, nie chcę tego widzieć. Dziękuję. Wspieraj mnie dziś w kochaniu bliskich mi ludzi. Znów mówiłem źle o moim krewnym w Chrystusie, zamiast się za niego modlić. Znów zaglądałem tam, gdzie nie ma nic dla mnie. Znów pozwalałem sobie na tratowanie drugiego człowieka, tylko dlatego, że nie wytrzymywałem presji. Naucz mnie Jezu, jak tego nie robić. Pójdę za Tobą, nie chcę unikać prawdy. Poznacie prawdę, a ta was wyzwoli. Wiem, że to prawda.

Dwie drogi, życia i śmierci, wierność przykazaniom, albo zguba. Jak nie rezygnować ze ścieżki ośmiu błogosławieństw. Tyle potrzeba czujności. Daj mi Radość bycia z Tobą Boże.

Znów myślałem o sobie, jako o lepszym od innych. Jak widać, jest dokładnie odwrotnie. Dotrzymać umowy, kiedy nikt o niej nie wie, kiedy wszystko dzieje się już tylko w moim sumieniu. Niełatwo jest stracić na własne życzenie. Sam siebie nazywam oderwanym od życia Don Kiszotem. Łatwo znaleźć pretekst, by było łatwo.

Ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, mało jest takich, którzy ją znajdują. Szeroka brama do śmierci. Przestronną droga do zguby. Tak łatwo się zgubić.

Znów piszę, by się podobać. Niesamowita jest moja słabość i siła nawyku.

Jesteś świętością, jestem świętością. Tak często rzucałem się w błoto, szarpały mnie wieprze. Nie kochając marnujesz się, żyjąc bez miłości wydaję się na podeptanie, jak zwietrzała sól, do niczego niepotrzebny. Zasługuję na życie miłością, taka jest moja godność. Jestem królewskim synem, moją drogą jest królestwo niebieskie, pokój w sercu, rozpierająca piersi radość. Cały ten kraj stoi przede mną otworem. Mimo, że dopuszczałem się ciężkich przewinień. Ogród Pana, bramą Rana. Zwijamy namioty. Prowadź mnie Jezu w prawdzie swoich pouczeń.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *